I wtedy sobie myślę czy na pewno mam czego żałować?
"Pesymista powie, że szklanka jest do połowy pusta, a optymista, że do połowy pełna. Wiecie, co ja o tym myślę? Że ta szklanka nie jest w połowie ani pełna, ani pusta, tylko że to jest zła szklanka.Wyraźnie za duża. Takie jest moje zdanie. A wiecie, o czym to świadczy? Że jestem osobą o praktycznym, zdroworozsądkowym podejściu do życia. Takich ludzi nazywa się pragmatykami i ja właśnie taka jestem, do problemów życiowych podchodzę praktycznie." (Olivia Goldsmith)
czwartek, 2 lipca 2015
Dziecko na wsi
Czasami zazdroszczę miastowym dzieciom dostępu do zorganizowanych zajęć, a potem Dziedzic ze śmiechem wpada w stado kaczek czy kur, przekrzykuje się z psem, szkoli prosięta, próbuje wypuścić króliki z klatki, włazi na traktor, chlapie się w kałuży, robi "cześć" z pierdylionem wsiowych ciotek czy wujków, zrywa chabry i maki, czyści patykiem buty z kurzego "fuuu" itd..
I wtedy sobie myślę czy na pewno mam czego żałować?
I wtedy sobie myślę czy na pewno mam czego żałować?
piątek, 29 maja 2015
Depresja?
Edit: sprawa dzieje się na pewnym forum, na wątku służącym wyżaleniu się, wyrzuceniu złych emocji spowodowanych ciągłą walką z niepłodnością
Do dziewczyny, która kolejny raz zobaczyła jedną kreskę na teście ciążowym, po raz setny przeżyła nieudany cykl :
Do dziewczyny, która kolejny raz zobaczyła jedną kreskę na teście ciążowym, po raz setny przeżyła nieudany cykl :
- Ciągle mówisz o depresji, a tak naprawdę nawet nie wiesz co to jest!
nie ma, że mi się nie chce albo że się zmuszam np. do wyjścia do pracy. Ja miałam naprawdę depresję i wierzcie mi nie da się zmusić! w
prawdziwej depresji nie wstaniesz z łóżka ani nie wyjdziesz z domu!!!A czy lekarz powiedział, że nie ma żadnych szans???????? Bo
wtedy rozumiem, można się podłamać.Ale póki są szanse (Nie, nie nadzieja
a realne szanse!!!). To należy leczyć się i robić to co każe
lekarz!!!!!
Depresja poporodowa, kiedy urodzi się dziecko i nie można się nim zająć jest straszna!!! Szczególnie jeśli jest to upragnione dziecko!! A tak się też zdarza wbrew naszej woli. Nie dyskutuję co jest gorsze, ale popadanie w depresję kiedy są szanse to bez sensu.
Ja rozumiem, że ten czas się dłuży. Naprawdę bardzo rozumiem, ale depresja dopóki są szanse to bez sensu. Myślisz, że w życiu jest tak jak się zaplanuje??? Jak są realne szanse - Nie ma depresji!!!!!!!!!!!!!
Depresja poporodowa, kiedy urodzi się dziecko i nie można się nim zająć jest straszna!!! Szczególnie jeśli jest to upragnione dziecko!! A tak się też zdarza wbrew naszej woli. Nie dyskutuję co jest gorsze, ale popadanie w depresję kiedy są szanse to bez sensu.
Ja rozumiem, że ten czas się dłuży. Naprawdę bardzo rozumiem, ale depresja dopóki są szanse to bez sensu. Myślisz, że w życiu jest tak jak się zaplanuje??? Jak są realne szanse - Nie ma depresji!!!!!!!!!!!!!
Gdy przełknęła ten cios, cicho odpowiedziała:
- Czy depresja niezdiagnozowana sprawia mniejszy ból niż zdiagnozowana?
Wiesz co teraz poczułam się jak rozhisteryzowana nastolatka, która
przejmuje się za przeproszeniem, byle gównem, bo nie mam zdiagnozowanej
depresji, bo nie doszła do tego stadium, że nie można się podnieść z
łóżka. Jednak wiem co to znaczy nie chcieć się obudzić, zmuszać się do wstania,
alienować się od przyjaciół, płakać w publicznych miejscach (co ja
mówię płakać :-/ ryczeć, wyć to są odpowiednie słowa), znam niechęć do wychodzenia z domu, niepokój w środku,
przesypianie całych dni...
No, ale nikt, przez prawie 6 lat starań, nie powiedział, że nie ma szans, szkoda tylko, ze nikt nie wie dlaczego się nie udaje.
No, ale nikt, przez prawie 6 lat starań, nie powiedział, że nie ma szans, szkoda tylko, ze nikt nie wie dlaczego się nie udaje.
Widocznie u mnie depresji nie ma, przynajmniej nie zdiagnozowanej,
ale wiem jak to jest czuć kamień na sercu i prowadząc samochód,
widząc drzewo, zastanawiać się czy to by była szybka śmierć...
czwartek, 21 maja 2015
Wygrałam :-)
Po raz pierwszy wygrałam rozdawajkę, jejuuuuu, ale się cieszę, nic mi dzisiaj nie zepsuje humoru, takie mam postanowienie. Nawet Pragmatyk, nawet klienci, nawet spięcie na linii moja szefowa - KRUS...
Takie cuda do mnie przyjdą http://de-kupa-ge.blogspot.com/2015/05/i-po-candy.html?showComment=1432188538505#c1864114033782079631
Takie cuda do mnie przyjdą http://de-kupa-ge.blogspot.com/2015/05/i-po-candy.html?showComment=1432188538505#c1864114033782079631
poniedziałek, 4 maja 2015
4 maja - św. Floriana - Dzień Strażaka
MODLITWA STRAŻAKA
Gdy obowiązek wezwie mnie
Tam wszędzie gdzie się pali
Ty mi, o Panie, siłę daj
Bym życie ludzkie ocalił
Tam wszędzie gdzie się pali
Ty mi, o Panie, siłę daj
Bym życie ludzkie ocalił
Pozwól niech dziecko póki czas
Z płomieni cało wyniosę
Przerażonego starca daj
Ustrzec przed strasznym losem
Z płomieni cało wyniosę
Przerażonego starca daj
Ustrzec przed strasznym losem
Daj Panie czujność, abym mógł
Najsłabszy słyszeć krzyk
Daj sprawność i przytomność, bym
Ugasił pożar w mig
Najsłabszy słyszeć krzyk
Daj sprawność i przytomność, bym
Ugasił pożar w mig
Swe powołanie pełnić chcę
I wszystko z siebie dać
Sąsiadów, bliźnich w biedzie strzec
I o ich mienie dbać
I wszystko z siebie dać
Sąsiadów, bliźnich w biedzie strzec
I o ich mienie dbać
A jeśli taka wola Twa
Bym życie dał w ofierze
Ty bliskich mych w opiece miej
O to Cię proszę szczerze.
Bym życie dał w ofierze
Ty bliskich mych w opiece miej
O to Cię proszę szczerze.
Rycerze świętego Floriana, im najbardziej ufają Polacy strażacy, nie zwracałam na nich uwagi, dopóki los nie rzucił mnie w objęcia Pragmatyka.
Pragmatyk wywodzi się ze strażackiego rodu - ojciec, dziad, brat itd - wszyscy w OSP ;-)
Zarazili mnie pasją.
Zdradzę, że gdy słyszę syrenę strażacką, to zamieram, bo wiem, ze zaraz któryś z "moich" chłopaków pojedzie, nie lubię, boję się, ale nie mam pretensji, nie bronię jechać - wiem, ze tak trzeba.
To służba, to misja, to powołanie.
Pierwsza książką naszego synka było "Jak Wojtek został strażakiem", imię Florian plątało się wśród propozycji.
Oczywiście nie mogłam sobie darować i na strażackie święto Dziedzic musiał być stosownie wystrojony
I wiecie co? wkurza mnie niezmiernie, jak przez czyjąś głupotę "moje" chłopaki się narażają.
Za wszelkie podpalanie traw czy śmieci, nie mówiąc o budynkach nie wiem co bym zrobiła.
Wiem, że chłopcy byli w sytuacjach niebezpiecznych i przy pożarach i przy powodziach, wiem też że w głowie , na zawsze zostaną, widoki po wypadkach, jednak poczucie dobrze spełnionego obowiązku, tego, ze się komuś uratowało życie lub chociaż mienie - bezcenne.
Dbajmy o naszych strażaków, są tego warci :-)
Ps. Widziałam jak Pragmatyk ratował życie 1,5 rocznemu dziecku, które się zachłysnęło i przestało oddychać. Lekarz, stwierdził, ze gdyby nie On... Wierzcie mi, nigdy nie byłam z Niego tak dumna jak wtedy :-)
środa, 25 marca 2015
Bajeczka
Była sobie wieś, a może miasteczko. Mieszkała tam rodzina - mama, tata, czworo, a może pięcioro dzieci.
W rodzinie był problem - alkohol, przemoc, znęcanie psychiczne - do wyboru, bynajmniej źle się działo, a dzieci albo brały czynny udział w problemie, albo były jego świadkiem.
Pracownik socjalny z Kuratorem uradzili : nie ma bata dzieci trzeba zabrać, już natychmiast. Sąd szybko wydał decyzję i dzieci trafiły do placówki opiekuńczej.
Rodzice nie protestowali, największym ich problem było to czy muszą dzieci odwiedzać. Psycholog uznał nikły związek emocjonalny miedzy rodzicami a dziećmi.
Uff, jeszcze tylko papierologia...
Aż tu nagle środowisko się obudziło.
Szkoła plus Proboszcz - hę, ale jak to bez naszej zgody dzieci zabrano? hejooooo, tak to nie będzie, dzieci muszą być z matka przecież, bo to najlepsze dla nich. A problemy? Ej, no nikt nic nie widzi, nikt nic nie słyszy. Pracownik i Kurator sobie wymyślili, a może zwyczajnie wyolbrzymili zwykła domową sytuację. czepiają się gnomy.
Huziaaaaa nękać i Pracownika i Kuratora, żeby odwołali swoje uwagi, żeby zmienili zdanie.
NIE!
No to nie, załatwimy inaczej.
Huziaaaaaaaa wysyłać pisma - że matka dobra, bo stawia się na wywiadówki (nie wszystkie, ale się stawia), że ojciec dobry, bo 30 kg mięsa na święta kupił, że rodzina wzorowa, bo do kościoła co niedzielę chodzi.
Potem towarzystwo do sądu pojechało, zeznało co miało zeznać. Sąd się ze Szkołą, a tym bardziej z Księdzem szarpać nie będzie.
Dzieci powróciły na łono rodzicieli....
Problemy wróciły, ale to już Księdza i Szkoły nie interesuje, bo od czego jest Pracownik socjalny i Kurator, jeszcze Asystenta rodziny dostali do pomocy....
Powyższa sytuacja jest całkiem wymyślona, bo przecież dobro dzieci jest zawsze nadrzędne, a sąd nie ugina się pod presja opinii.
A może...
W rodzinie był problem - alkohol, przemoc, znęcanie psychiczne - do wyboru, bynajmniej źle się działo, a dzieci albo brały czynny udział w problemie, albo były jego świadkiem.
Pracownik socjalny z Kuratorem uradzili : nie ma bata dzieci trzeba zabrać, już natychmiast. Sąd szybko wydał decyzję i dzieci trafiły do placówki opiekuńczej.
Rodzice nie protestowali, największym ich problem było to czy muszą dzieci odwiedzać. Psycholog uznał nikły związek emocjonalny miedzy rodzicami a dziećmi.
Uff, jeszcze tylko papierologia...
Aż tu nagle środowisko się obudziło.
Szkoła plus Proboszcz - hę, ale jak to bez naszej zgody dzieci zabrano? hejooooo, tak to nie będzie, dzieci muszą być z matka przecież, bo to najlepsze dla nich. A problemy? Ej, no nikt nic nie widzi, nikt nic nie słyszy. Pracownik i Kurator sobie wymyślili, a może zwyczajnie wyolbrzymili zwykła domową sytuację. czepiają się gnomy.
Huziaaaaa nękać i Pracownika i Kuratora, żeby odwołali swoje uwagi, żeby zmienili zdanie.
NIE!
No to nie, załatwimy inaczej.
Huziaaaaaaaa wysyłać pisma - że matka dobra, bo stawia się na wywiadówki (nie wszystkie, ale się stawia), że ojciec dobry, bo 30 kg mięsa na święta kupił, że rodzina wzorowa, bo do kościoła co niedzielę chodzi.
Potem towarzystwo do sądu pojechało, zeznało co miało zeznać. Sąd się ze Szkołą, a tym bardziej z Księdzem szarpać nie będzie.
Dzieci powróciły na łono rodzicieli....
Problemy wróciły, ale to już Księdza i Szkoły nie interesuje, bo od czego jest Pracownik socjalny i Kurator, jeszcze Asystenta rodziny dostali do pomocy....
Powyższa sytuacja jest całkiem wymyślona, bo przecież dobro dzieci jest zawsze nadrzędne, a sąd nie ugina się pod presja opinii.
A może...
wtorek, 10 marca 2015
Finanse na wsi
Miastowa ciągle narzekała na finanse, że nie stac ich na to czy na tamto, mimo, że haruje cały dzień.
Wychodzi przed 7. wraca po 17. i tak dzień w dzień. Czasu na życie brak.Współczułam Jej, na serio, tyle się narobić i nic nie mieć.
Ostatnio rozmawialiśmy o pitach, mówię, że w tym roku się sprężyłam, szybko rozliczyłam i czekam na zwrot.
Miastowa, nieszczęśliwa jak zwykle, zaczęła narzekać, że Oni się w kryterium nie zmieszczą.
Prrrrrrrrrrrrrrrr
Hmm, my się nawet do kryterium nie zbliżyliśmy, a tak nie narzekamy na kasę.
I się dowiedziałam dlaczego - Ona, w Mieście, ma wydatki...
No, tak, my na wsi wydatków nie mamy:
- czynszu nie płacimy (podatek plus kredyt same się spłacają, to samo śmieci, woda, prąd)
- jedzenia nie kupujemy (każdy na wsi, ma świnkę, krówkę, zboże na mąkę i całoroczny ogródek z warzywami plus owocowy sad)
- Dziedzica ładnie musimy ubrać tylko w niedziele (na wsi dziecko w dzień powszedni moze chodzic brudne i w podartych ciuchach)
itd.
Znajomi mieszkający z Rodzicami, to już w ogóle kasę po materacach upychają.
No szlag mnie trafił, zaglądać do cudzego portfela nie zamierzam, nie moja sprawa, ale żałować też już nie mam zamiaru.
Część ludzi to by chciała - nie płacić podatków, ale otrzymywać zwrot, mieć darmową służbę zdrowia (bez płacenia składek), mieć zrobione drogi, darmową komunikację, przedszkola, szkoły itd - wszystko bez płacenia podatków.
Otóż moi drodzy z próżnego to i Salomon nie naleje.
Jestem Polakiem, więc narzekanie mam w genach, jednak już dawno postanowiłam nie przejmować się tym na co wpływu nie mam. Krwi sobie napsuje a warunków nie polepszę, więc na co mi to?
Poza tematem, to wróciłam do szycie, bo juz nie mogłam patrzeć na zasłony, więc kupiłam materiał - szary w białe grochy, i zmieniam wygląd salonu :-)
Uważam, że takimi błahymi sprawami można odświeżyć pomieszczenie - zasłony, poduchy, kapy, bibelociki, to coś co nadaje ton. A na wiosnę potrzebuję zmian, jak tlenu.
W międzyczasie uszyłam myszkę taką (zdjęcie kiepskie)
Dziedzic zdrowy, Pragmatyk i Psica też. Mam dach nad głową, mam co jeść. Mogę odstresować się przy maszynie.
Grzechem byłoby narzekać :-)
piątek, 13 lutego 2015
Bo moje Dziecko juz potrafi.
Każda matka che, żeby jej dziecko było najzdolniejsze, najpiękniejsze, najlepiej się rozwijało. Wiadomo. Nie ominął mnie ten etap i zazdrośnie słuchałam o tym, że dzieciaki w wieku Dziedzica już chodzą, w czasie gdy nasz syn dopiero stawał przy meblach i radośnie przemieszczał się na czworaka.
Tłumaczyłam sobie, ze to lepiej jak nie zacznie chodzić przed ukończeniem roku, że zdrowiej dla kręgosłupa, że badania wykazują... Niestety duch rywalizacji śmiał mi się w głowie.
Dzień po ukończeniu roczku, duma i blada oświadczyłam światu, że Dziedzic zrobił pierwsze samodzielne kroki.
I nagle spadły mi klapki z oczu, bo okazało się, że moje pojęcie chodzenia, różni sie od pojęcia chodzenia koleżanek.
Dla mnie "chodzenie" znaczyło tyle, ze Dziecię samodzielnie tupta, dla koleżanek, że przesuwa się przy meblach, czy spaceruje za pchaczem lub za rączę.
Odkryłam, z iloma rzeczami mogą byc takie rozbieżności:
- jedno dziecko robi na nocnik, bo uda się je wysadzić po spaniu i złapać siuśki, drugie nie robi, bo nie sygnalizuje potrzeb świadomie
- jedno mówi, bo wydaje dźwięki, drugie nie, bo te dźwięki nie mają sensu
- jedno je samodzielnie, bo łapkami sobie radzi, dla innego samodzielne jedzenie oznacza operowanie widelcem czy łyżką
- jedno non stop choruje, bo z każdym, katarem idą do lekarza, drugie wcale, mimo, ze gil po pas, ale katar to nie choroba
Oj długo by wymieniać różne podejścia, nauczyłam się jednak, że aby zazdrościć, najpierw muszę dopytać co autor ma na myśli ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






