wtorek, 9 września 2014

Pomysłowy Dobromir

Na wsi panuje zasada: jak czegoś nie ma to trzeba to stworzyć lub zorganizować. Nawet nie staram się wymienić wynalazków czy pomysłów, na które sie natknęłam, wystarczy, że ostatnio sąsiad młócił groch kombajnem - bizonem. Da się ;-)
Scena na dożynkach, przy bufecie z piwem:
- Są piwa smakowe?
- Nie ma, ale mamy piwo i napoje, coś można zdziałać.
- Hmm, to poproszę pół piwa i napój, pomarańczowy ;-)

niedziela, 3 sierpnia 2014

Moda

Rozmawiałam z sąsiadem:
- Wiesz Martek mówili, że skarpety do sandałów, to szyt braku gustu.
- Mhm, ponoć.
- Ale wiesz, jak nie założę skarpet to mi się nogi pocą i noga w tym bucie ślizga, jak jest prawie 50 stopni w słońcu, to przecież w pełnych biegać nie będę, ślizgać się nie zamierzam, więc kij z modą, mi musi być wygodnie.
I wiesz, ponoć bezguściem jest też noszenie krawata do koszuli z krótkim rękawem. Phi, nie znają się, strażaki przecież tak noszą :-D

Na marginesie  http://www.tvp.info/14812699/polska-moda-na-salonach-skarpetki-w-sandalach-podbijaja-wybiegi :-D
"Na tegorocznym Warsaw Fashion Film Festival gościło wiele znamienitych gości z polskiej sceny mody, m.in. duet Paprocki&Brzozowski i Bohoboco. Pytani w wywiadach o trendy nadchodzącego sezonu, projektanci zgodnie odpowiadali, że popularne u nas zestawienie skarpetek i sandałów zaczyna być lansowane na międzynarodowych wybiegach.

I rzeczywiście, w ostatnim czasie pokazy takich domów mody jak Lanvin czy David Jones uświetniły modelki i modele w skarpetkach do sandałów. Moda na to połączenie zaczęła się przyjmować również wśród gwiazd – w sieci krążą zdjęcia m.in. Rihanny czy Rity Ory, które do klapek i delikatnych sandałków na obcasach, zdecydowały się na mocny akcent w postaci skarpetek."

sobota, 2 sierpnia 2014

Kupuję wózek.

Dawno mnie nie było, oj dawno. Kajam się. 
Dni jakoś uciekają sama nie wiem kiedy i już mamy sierpień.
Wielka wyprawa przeszła nad wyraz sprawnie, ku mojemu zaskoczeniu, ale o tym innym razem ;-)

W temacie: naszym codziennym wózkiem jest czołg - duże to ciężkie, ale po polach i łąkach malowanych naszej wsi uroczej mknie aż miło. Ogólnie zadowolona jestem, ale jest "ale" - w samochód (mimo, że mamy kombi*) ledwo toto włazi, do tego mało poręczne przy ładowaniu, tudzież rozładowaniu.
W obliczu wielkiej wyprawy zrodził się problem - hmm, nasza trójca plus Psica, plus bagaże - nie ma bata czołg nie wlezie.

Stateczna , w ramach sąsiedzkiej współpracy, poratowała nas i pożyczyła swój wózeczek, typu parasolka. Zaznaczała, żebyśmy nie kupowali, że na wsi sielskiej nie pojeżdżę, że Okruch może ze 4 razy pojechał i foch.
Przyjęłam informację i nawet się zgodziłam, ale...
Tak miło wyciągnąć wózek z bagażnika w każdej sytuacji, Dziedzic się z nim zaprzyjaźnił - jeździł, zwiedzał, spał. Postanowione - kupimy i my, a co? kto bogatemu zabroni?
Powstał problem, jaki. Pierwsza myśl, taki jak ma Stateczna - sprawdził się (nie napiszę w jakich warunkach, bo kobietę może zaszokować i mi nic więcej nie pożyczy ;-))
(wszystkie zdjęcia pochodzą z neta)
Ok, no to postanowione, ale Martek, nie może tak łatwo dokonać tak poważnego zakupu. O nie!
Namówiła Pragmatyka na wizytę w sklepie i wpadł mi w oko
bo podnóżek fajniejszy i rączka w całości, ale nie składał się w parasolkę i znowu pół bagażnika zajęte.
Szukamy dalej, bo może jednak spacerówka zostanie głównym wózkiem, a czołg pójdzie do lamusa?
Wymarzony wózek miał być: niedrogi, mieć stabilny podnóżek, całą rączkę, spory kosz na zakupy, dość duże koła, składać się do rozmiarów zapalniczki i mi się podobać (Pragmatykowi wisi jak wózek się prezentuje wizualnie, On jest technicznym w naszym związku ;-))

Przerobilismy:
drogi i dość ciężki, mało o nim opinii w necie  i półokrągły podnóżek - łeee


 Jeszcze cięższy od poprzedniego i takie wielkie koła (25 cm) w spacerówce - no to, mimo wszystko przesada
Paskuda na malutkich kółeczkach blee

Jak wyżej tylko ponoć budka do ozdoby tyle - łeeee

Uff, naoglądałam, opinie poczytałam, napociłam się, pooglądaliśmy wózki w necie, w sklepach - sniły mi się te kółka, te budki, aaaaaaaaaaaaa

Pragmatyk tylko podsuwał minusy poszczególnych modeli.

Zgadnijcie jaki wózek kupimy w ostateczności... :p




* dużo samochodów ma dość obszerny bagażnik dopóki nie trzeba tam załadować wózka :p

środa, 11 czerwca 2014

Indyki, króliki

Zaczęliśmy samodzielne gotowanie dla Dziedzica. Mieszkam na wsi, więc dlaczego nie wykorzystać jej zasobów, każdy (no prawie) coś tam hoduje przy domu.
Wybrałam się do sąsiada
- Cześć, mam sprawę, nie wiesz kto trzyma króliki, albo indyki?
- A na co Ci?
- Dla Dziedzica
- Hmm, wiesz, ale indyki to nie bardzo dla dziecka...

Proces myślenia mi się gwałtownie uruchomił: jak nie dla niego? przecież już jadł słoiczkowe? te "prawdziwe" się nie nadają? a może to jakieś zabobony?

Ja jąkając się:
- No, ale dlaczego, nie dla dziecka? przecież już jadł...
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaa, bo Ty do jedzenia chcesz!

Taaa, po miastowej można się spodziewać, ze indyka weźmie na domowe zwierzątko dla dziecka :-D

czwartek, 29 maja 2014

Pragmatyk i porządki

 Za oknem lato, ale cofnijmy się lekko w przeszłość
Już jakiś czas temu nastał czas na sianie pomidorów. Dostałam od Taty torebkę nasion pomidorowych - pięknie posortowane, chyba z 30 gatunków - małe, duże, czerwone, żółte, pomarańczowe a nawet czarne. Każdy rodzaj w osobnym papierku - opisany.
Wysiałam, na szybko, ze 3 rodzaje, resztę zostawiłam w garażu na międzyczas.
Po kilku dnia chodzę, szukam, nawołuję. W końcu olśnienie! Pragmatyk sprzątał garaż, może ma jakiś trop.
- Mężu mój jedyny, tu była taka torebka z nasionami...
- No była, wyjąłem nasiona, a resztę spaliłem.
Tak wyjął, kupne torebeczki, a te pięknie posortowane, opisane poszły w piec.
Trudno, 3 wdechy
- Kochanie, trudno, spaliłeś, następnym razem, proszę, zapytaj mnie czy to jest do wyrzucenia.
- Dobrze, przyjęte.

Minęło kilka tygodni....

- Mężu mój jedyny, tu stała taka doniczka z cebulkami mieczyków, gdzie ona?
- Hmm, nic takiego nie było, a może :mysli:
Za chwilę grzebie w kontenerze przydowmowym i wyciąga ze śmieci
- Bo wiesz, myślałem, że to takie zgniłe było, bo tyle stało. O patrz, faktycznie puszcza kiełki. Ojej

5 wdechów...

Przy okazji, wróciłam do szycia, bo musiałam dla pewnej panienki uszyć dinozaura na Dzień Dziecka. Do tego młoda dama, chce ostatnio pokój - niebieskie ściany w czerwone motylki, więc dinek jest niebieski i dorabiam czerwone motylki. Miał być jeden, ale myślę, że dwa będą miały weselej ;-)


czwartek, 15 maja 2014

Pracująca sobota

Zazwyczaj wyglądało to tak:
Pragmatyk - Kochanie, iść w sobotę do pracy?
Ja - Jak uważasz.
Pragmatyk w piątek wieczorem decydował czy mu się chce pracować w sobotę. Zadowolony, że podejmuje decyzję wraz ze swoją żoną.

Wczoraj:
Pragmatyk - Kochanie, iść w sobotę do pracy?
Ja: - Tak.
-  Hmm, ale serio mam iść? Dlaczego?
- Dlatego, ze jestem łasa na pieniądze, chce pojechać do Miasta, i musisz, jako Mąż na to zarobić. Poza tym będą nam potrzebne pieniądze na Wielką Wyprawę*
- No, ale wiesz, w tym miesiącu będą jeszcze dwie soboty.
- Mhm, to nie, nie idź. Posiejemy ogorki.
- Gdzie? Przecież ciągle pada, ziemia rozmoknięta.
- W kubeczki posadzimy ;-)

Czekam do piątku :-)


*Wielka Wyprawa - planowana wakacyjna podróż do miasteczka w którym się wychowałam, w którym nie byłam od kilku lat, miasteczka do którego mamy ponad 600 km. Wyprawa nazwana Wielką ponieważ będzie trzeba zabrać tonę bagażu, Dziedzica i Psicę.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Poświątecznie

Uwielbiam Wielkanoc. Bardziej niż Boże Narodzenie - tak właśnie i nie wstydzę się do tego przyznać :-)
Podoba mi się cała liturgia w kościele. Kocham te świąteczne, już wiosenne, spacery. No i śniadanie wielkanocne -  takie kolorowe, lekkie. Och i ach :-D
W tym roku, o ile Dziedzic pozwalał, zaszyłam się ;-) a w zasadzie zaptaszyłam ;-)
Część poszła w okna, część na dwór i na wierzbach sobie dyndają, ku uciesze przechodzących ;-)
(pod ptakami materiał z którego uszyłam obrus)

 Do tego ubrałam styropianowe jaja, chociaż kubraczki zeszłoroczne
 Trzasnęłam sobie jeszcze wianuszek
 No i przyszły do mnie cudeńka od Dark Raven z Między Babami. Dziękuję i na serio składam paczuszkę an wymiankę, tylko jakoś tak mi schodzi. Mam w planach zasiąść do maszyny w majowy weekend a Pragmatyka z Dziedzicem i Psicą wyprawię na długiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii spacer na pola i łąki malowane.





Na koniec, ozdobiłam tak krzew morwy (chyba nie przeżył przesadzenia :-/), ludzie mało sobie karków nie skręcili, żeby zobaczyć cóż to Martek posadziła, ze tak kolorowo kwitnie ;-)

Ps. "normalny" lapek, ten zalany, nadal w naprawie, więc post może być chaotyczny, bo pisany szybko, na staruszce, której zaraz bateria padnie, a pracować na podłączeniu już nie umie.